poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział 5!

-Zacznijmy od sprawcy. - wziął głęboki oddech, aby kontynuować. - Pamiętasz pewnie miejsce, w którym znalazłaś się po pójściu za mną przez portal?
Pokiwałam głową na potwierdzenie.
-Głos, który słyszałaś był głosem mojego szefa. Najpotężniejszy ze wszystkich upadłych aniołów. Może więcej niż ci się nawet wydaje, - przeszły mnie ciarki. - To on chce odebrać czarownicą Mgliste Doliny. A ponieważ wie, że włamanie do cudzej krainy grozi trafieniem do Świata Demonów, do swego celu wykorzystuje te małe stworki, które zamieszkują wasze lasy. Dlaczego boi się trafić do Świata Demonów? Wiesz dobrze, że nie ma stamtąd wyjścia oraz zabierane są wszystkie moce, A on nie dopuści do tego, ponieważ chce zawładnąć całym Magicznym Światem. Zaczyna od Mglistych Dolin, ale trzeba go szybko powstrzymać, bo niedługo będzie próbował zdobyć inne krainy.
Byłam zdruzgotana. Wpatrywałam się w niego z niedowierzaniem. Chwila...
-A jak on się dowiedział o stworzeniach zamieszkujących lasy Świata Czarownic?!
-Aha, no tak. Zapomniałem o najważniejszym. - mówił. - Musicie uważać, komu ufacie. Macie zdrajce w Mglistych Dolinach. Trochę za dużo informacji i będzie wiedział wszystko.
W moich oczach pojawiły się łzy. To co czułam w tym momencie... Nie do opisania, Złość, smutek i rozczarowanie w tym samym czasie. To wszystko dzieje się za szybko.
-Diana? - otrząsnęłam się i spojrzałam na Nialla, - Wszystko w porządku? Patrzysz gdzieś w dal i nic nie mówisz.
-A co mam powiedzieć? Jestem roztrzęsiona, boję się. Jak mam pomóc Mglistym Dolinom, skoro nawet nie wiem jak?!
-Spokojnie, nie jesteś w tym sama. Na pewno ktoś będzie ci pomagał.
I wtedy przypomniało mi się o Rozalii i o tym, że dzisiaj znów miałam przyjść, aby spotkać się z mamą.
-Muszę już iść. Dzięki za spotkanie Niall. Do zobaczenia. - pożegnałam się.
-Nie zostaniesz jeszcze chwilę?
-Już chyba wszystko omówiliśmy. - uśmiechnęłam się.
-W porządku...
-Chociaż... - zmrużyłam oczy. - skoro jesteś "tym dobrym" to jak wyjaśnisz ten tajemniczy telefon w lesie? Mówiłeś, że "wpadłeś na jej trop"...
-Tak, chodziło o ciebie. Mam przyjaciela, który też nie jest zły. Wiedzieliśmy o tym, co dzieje się w twoim świecie, więc musiałem cię ostrzec. W sumie nie miałem pojęcia, że chodzi dokładnie o ciebie, ale wiedziałem, że jakaś czarownica jest tu na pewno... No wiesz, misja. - wytłumaczył.
-Rozumiem. Więc dlaczego udałeś się wtedy do swojego świata?
-Żeby się z nim spotkać i omówić wszystko w szczegółach. Poza tym to, że różnię się od innych nie zmienia faktu, że nadal jestem upadłym aniołem i miałem prawo udać się do własnego świata. - przewrócił teatralnie oczami.
-Masz rację... Czekaj... Co omówić?
-Zawsze jesteś taka natrętna? - westchnął. - To jak skłonić się do spotkania się ze mną, te wybite okno i wiadomość były dokładnie zaplanowane.
-Dobra, dzięki. Teraz wszystko już jasne. Pa! - pomachałam mu ręką na pożegnanie i wyszłam.
Coś mi w nim nie pasuje. Nie wiem... Może mi się po prostu zdaje. Ale i tak będę jeszcze na niego uważać.
Wsiadłam do samochodu i wróciłam do domu. Ubrałam się w kostium i udałam się do Mglistych Dolin. Rozalia już czekała na mnie w głównej sali. Jeszcze raz powtórzyłyśmy zaklęcie i mogłam iść się spotkać z moją mamą. Moja towarzyszka zostawiła mnie samą. Zamknęłam oczy i czując, że zasypiam wypowiedziałam zaklęcie. Tym razem znalazłam się w ogrodzie. Piękna pogoda, kwiaty, drzewa. Totalne przeciwieństwo tego, co ujrzałam wczoraj. Zauważyłam moją mamę siedzącą na huśtawce za mną. Była ubrana w błękitną sukienkę sięgającą jej do kolan. Była taka piękna...
-Witaj ponownie. -  uśmiechnęła się ciepło.
Przytuliłam ją. W końcu mogłam poczuć to matczyne ciepło...
-Więc powiesz mi coś na temat Mglistych Dolin? - zrobiłam się poważna.
-Byłaś dzisiaj pewnie na spotkaniu z chłopakiem o imieniu Niall.
-Co?! Skąd to wiesz?!
Moje usta były otwarte tak szeroko, że zaczęły mnie boleć ich kąciki. Czy Niall ma kontakt z moją mamą?!
-Wszyscy współpracujemy. Niall i jego przyjaciel nam pomogą. Możesz mu ufać. Naprawdę.
-Skąd to wiesz?! Jak ty go w ogółe... Gdzie go poznałaś? - w tym momencie w głowie miałam tysiąc pytań na ten temat.
-To jest długa historia. Nie musisz wszystkiego wiedzieć. Miałam kiedyś też swoje sprawy. Mogę ci powiedzieć tylko, że znałam się z ojcem Nialla i on też był dobry.
- Mamo, proszę cię, opowiedz mi. Skoro masz mi tylko tyle do powiedzenia w sprawie naszego świata, to mamy trochę czasu, aby porozmawiać jak matka z córką. Proszę. - spojrzałam jej w oczy z proszącą miną.
Westchnęła.
-No dobrze. Niech ci będzie. Byłam szczęśliwa z twoim ojcem. Bardzo się kochaliśmy. Pewnego dnia urodziłaś się ty. Powinniśmy być oboje szczęśliwi, jednak tak nie było. On był załamany. Wychodził z domu, wracał po kilku dniach... Byłam pewna, że mnie zdradzał. Rozwiedliśmy się. Krótko potem poznałam innego mężczyznę. Był to tata Nialla. Był wspaniały. Ale niestety nasza radość nie trwała długo, bo któregoś dnia oboje zginęliśmy w wypadku samochodowym. Do dzisiaj dziękuję Bogu, że nie było cię wtedy z nami w aucie... - rozpłakała się.
Podeszłam do niej i ją przytuliłam. Nie ukrywam, trochę się tego nie spodziewałam. Moja mama i ojciec Nialla?
-On też był po rozwodzie?
Mama pokręciła przecząco głową.
-Jego żona zmarła kilka lat wcześniej, podczas porodu. Samotnie wychowywał syna. - wytłumaczyła.
-Och. - to było wszystko na co było mnie stać w tej chwili.
Nagle znowu znalazłam się w zamku w Mglistych Dolinach. Ujrzałam stojącą nade mną Rozalię. Obudziła mnie!
-Gdzie ty byłaś tak długo? Minęło ponad godzinę! - krzyknęła.
Kiedy przebywam z mamą czas jakoś tak wolniej płynie...
Opowiedziałam jej o Niallu i o tym czego się dowiedziałam.
-Mamy zdrajcę?! - wytrzeszczyła oczy. - Jak?! Kto?! Muszę zwołać zebranie! - wyszła z pokoju i po chwili wróciła już trochę spokojniejsza.
-Jeśli chcesz, możesz wrócić do domu i odpocząć. Bariera ochronna będzie działać jeszcze kilka dni. Jutro zaczniemy działać.
Kiwnęłam głową i przytuliłam Rozalię na pożegnanie. Wyszłam z zamku. Już miałam wypowiadać zaklęcie, gdy zobaczyłam coś niepokojącego...

poniedziałek, 4 maja 2015

Rozdział 4!

Kobieta siedziała do mnie tyłem. Podeszłam trochę bliżej niej. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nagle  powoli odwróciła twarz w moją stronę. Zamarłam. Była nieziemsko piękna. Brunetka z niebieskimi oczami, idealnymi rysami twarzy i pięknie podkreślonymi ustami patrzyła na mnie łagodnie. Łzy napłynęły mi do oczu...
-Witaj kochanie. - odezwała się. Jej głos był przyjemny dla ucha. Jednocześnie delikatny, ale stanowczy...
-D-dzień dobry... - jąkałam się.
-Spodziewałam się tego, że Rozalia wpadnie na pomysł komunikowania się ze mną przez sen. - wypaliła nagle.
-Tak, ale nie zrobiła tego bez przyczyny. Mgliste Doliny są w tarapatach. - nabrałam pewności siebie.
-Wiem, córeczko. Wiem, co dzieje się w naszym świecie. - zaskoczyła mnie tą odpowiedzią.
-Skąd, jeśli mogę wiedzieć?
-To nieistotne. Istotne jest to, co tam się teraz dzieje. - spojrzała w bok.
-Jeśli wiesz co robić, powiedz mi, proszę. Mgły jest coraz mniej, a wiesz dobrze, że jest nam bardzo potrzebna.
-Rozalia dobrze wie, że wiem jak wam pomóc. Dlatego cię tu wysłała. Ale nie pomogę wam dzisiaj. Musimy spotkać się jutro. O tej samej porze. Teraz nic nie zdziałam. Do ratowania świata potrzeba planu...
-Zgoda, ufam ci. Jutro o tej samej porze się spotkamy i powiesz mi, co robić. Do zobaczenia.

Obudziłam się. Szybko wybiegłam z pokoju w którym obecnie się znajdowałam i ruszyłam do Rozalii. Musiałam jej wszystko opowiedzieć. Nie wiem, czy będzie zadowolona z tego co usłyszy, ale jutro dowiemy się więcej. Znalazłam Rozalię. Opowiedziałam jej wszystko w szczegółach.
-Lepsze to niż nic. Trudno, jutro zabierzemy się do roboty, Możesz iść do domu. Wyśpij się porządnie. - odparła.
-A co z Mglistymi Dolinami? Nie zostawię tego tak! - wybuchnęłam.
-Spokojnie, poproszę inne czarownice, aby razem ze mną utworzyły pole obronne nad naszym światem. To powinno pomóc chociaż na tą chwilę. A ty idź do domu i porządnie odpocznij. Czeka cię ratowanie świata. - uśmiechnęła się.
Chociaż tyle dobrego na dzisiaj. Pożegnałam się z Rozalią i wróciłam do domu. Postanowiłam wziąć długi, ciepły prysznic dla odprężenia. Tego mi było trzeba. Ciepłe krople spływały po moim ciele, a ja wykorzystałam tą chwilę aby odpocząć i o wszystkim pomyśleć. Wybuchłam płaczem. Dopiero teraz, gdy wraz z kroplami wody spłynęły ze mnie wszystkie emocje uświadomiłam sobie, że spotkałam się z moją mamą. To naprawdę dziwne uczucie, gdy poznajesz rodzica dopiero po siedemnastu latach. Nagle usłyszałam hałas zbijanego szkła. Zakręciłam wodę, wytarłam się miękkim ręcznikiem, ubrałam szlafrok i pobiegłam do źródła hałasu. Wbiegłam do kuchni. Zastałam tam wybite okno. Kto mógł to zrobić? Ech... Nagle zauważyłam dość spory kamień leżący niedaleko moich stóp. Przymocowana była do niego kartka. Podniosłam go ostrożnie, rozwinęłam kartkę i zaczęłam czytać:

"Przyjdź do parku za godzinę, a wszystko będzie dobrze. Chcę porozmawiać."

Nie miałam tu wielu znajomych, a ci, których znam na pewno nie zrobiliby czegoś takiego. Tu chodzi o coś więcej niż o rozmowę. Wydaje mi się, że wiadomości nie podrzucił mi byle kto. Na pewno nie był człowiekiem. Postanowiłam, że pójdę na spotkanie. Pod zwykłe ubranie założę w razie czego kostium, który dziś znalazłam. Ubrałam czarne legginsy, kostium, a na to luźną bluzę z kapturem. Wróciłam do kuchni, aby jeszcze raz upewnić się, czy spotkanie ma na pewno odbyć się w parku. Wzięłam kartkę do ręki, rozwinęłam ją, ale... z obydwóch stron była pusta. Nic na niej nie było napisane. Bardzo dziwne. Spojrzałam na okno. Nie było nawet najmniejszego śladu stłuczenia. Ktoś zastosował trik umysłowy. Tylko mi się wydawało, że okno było zbite, a na kartce napisana była wiadomość. Hałas, który usłyszałam, to też był wytwór mojej wyobraźni. To znaczyło, że nie mam do czynienia z amatorem. Ktoś się na tym dobrze zna i to zaczęło mnie trochę przerażać.

Postanowiłam, że pojadę samochodem. Gdy będzie niebezpiecznie będę miała szansę szybko uciec, a ostrożności nigdy za wiele. Zaparkowałam niedaleko parku. Chwilę siedziałam w samochodzie wahając się pomiędzy powrotem, a przezwyciężeniem strachu. Ostatecznie wyszłam z pojazdu i ruszyłam w stronę parku. Serce waliło mi jakby zaraz miało wyskoczyć. Nie wiedziałam o co chodzi i kogo mogę tam zobaczyć. A jeśli to pułapka? Zatrzymałam się. Już było za późno na powrót. Zauważyłam kogoś stojącego pod latarnią i on chyba też mnie zauważył. Sądząc po wzroście i sylwetce był to mężczyzna. Wolnym krokiem ruszyłam w jego stronę. Trudno było zobaczyć jego twarz, bo na głowę zarzucony miał kaptur i w dodatku oślepiało mnie światło latarni. Serce zaczęło bić mi jeszcze mocniej. Kiedy byłam na tyle blisko, aby rozszyfrować kto chciał się ze mną spotkać ujrzałam twarz Nialla. Wiedziałam, że coś z nim nie tak! Ale triki umysłowe... Musiał w tym być naprawdę dobry. Rzadko nabierałam się na takie rzeczy. To nie byle kto. Z myśli wyrwał mnie jego niski głos:
-Pewnie ciekawi cię dlaczego chciałem się z tobą spotkać. - zrobił krok w moją stronę, a ja cofnęłam się natychmiast jak oparzona. Zaśmiał się cicho.
-Nie bój się, nic ci nie zrobię. Chcę tylko pogadać, naprawdę. - rzekł. Gadanie! I tak mu nie ufałam. Musiałam być ostrożna.
-Wydaję mi się, że nie mamy o czym. - postanowiłam nie pokazywać po sobie strachu. - I nie boję się ciebie. - dodałam.
-Okej. Ale ja jednak myślę, że musimy porozmawiać. Posłuchaj, wiem, że nie jesteś zwykłym człowiekiem... Ja też nie jestem z tego świata. - Och! Naprawdę? Myślałam, że przypadkiem zaprowadziłeś mnie do krainy upadłych aniołów.
-Marnujemy czas. Jestem zmęczona, więc przejdź do rzeczy. - odparłam. Jeśli myśli, że będę stała z nim w nocy w parku i rozmawiała na różne bezsensowne tematy, to jest w wielkim błędzie.
-Pewnie domyśliłaś się już, że jestem upadłym aniołem. - przewróciłam oczami - Ale nie jestem taki za jakiego mnie uważasz. Chcę ci pomóc. Upadli uważani są za złych, jednak nie wszyscy są tacy. Przejdę do sedna. - nareszcie. - Wiem, co powoduje burzę i utratę mgły w świecie czarownic i dlatego chciałem się spotkać. - spoważniałam.
-Skąd wiesz o sytuacji w Mglistych Dolinach? - byłam bardzo zaskoczona.
-To nie rozmowa na teraz. Jest późno, a ściany mają uszy. - powiedział z powagą.
-Muszę wiedzieć. Musisz powiedzieć mi wszystko co wiesz!
-Nie żartuję. - spojrzał mi w oczy.
-Jutro. Godzina 14:30 w restauracji "Sunrise". - odparłam stanowczo.
-Zgoda. - powiedział i odszedł.
Stałam jeszcze przez chwilę w miejscu oszołomiona tym, co się przed chwilą stało. Wróciłam do samochodu i odjechałam do domu. Natychmiast położyłam się w łóżku i zasnęłam.
Obudziły mnie krople deszczu uderzające o parapet. Wspaniała pogoda... Spojrzałam na zegar. Okazało się, że jest dziewiąta rano. Umyłam się, ubrałam i zjadłam śniadanie. Zaczęłam oglądać telewizję, gdy nagle przypomniałam sobie o spotkaniu. Wszystkie wspomnienia z wczorajszego dnia powróciły. Czułam, że dzisiaj przeżyję coś o wiele gorszego.
O godzinie czternastej zbierałam się do wyjścia. Założyłam jasne dżinsy, czarny T-shirt i szary sweter. Pod ubraniami miałam oczywiście kostium. Założyłam białe trampki i pobiegłam do samochodu. Nadal padał deszcz. Odpaliłam samochód i ruszyłam w umówione miejsce. Wchodząc do restauracji rozejrzałam się za Niallem, lecz nigdzie go nie zobaczyłam. Zajęłam stolik dla dwóch osób. Zauważyłam, że pocą mi się ręce. Wytarłam je w spodnie. Spojrzałam na godzinę. Strasznie się denerwowałam. Zamówiłam kawę i czekałam na blondyna. Już dochodziła piętnasta, a jego nadal nie było. Nagle zobaczyłam niebieskookiego wchodzącego do restauracji. Ruszył w moją stronę.
-Przepraszam, musiałem coś jeszcze załatwić - wyglądał na zdenerwowanego.
-W porządku. Mów co wiesz.

sobota, 28 marca 2015

Rozdział 3

Tego dnia blondyn nie pojawił się w szkole. Bardzo ciekawiła mnie przyczyna jego nieobecności. Po szkole jak zwykle udałam się do domu. Przed progiem mojego mieszkania zaczęła boleć mnie głowa. Pomyślałam, że to pewnie ze zmęczenia, jednak gdy weszłam do domu ból tak bardzo się nasilił, że upadłam na podłogę. Chyba powinnam udać się do Mglistych Dolin. Myślę, że mnie wzywają. Pobiegłam na górę i weszłam do mojego pokoju. Zamknęłam oczy i wypowiedziałam zaklęcie. Po ich otwarciu znalazłam się w pokoju z białymi ścianami. Weszłam do mojego świata fioletowymi drzwiami. Nie spodziewałam się tego, co tam ujrzałam. Niebo było czarne od chmur, była straszna burza. Pobiegłam w stronę zamku królewskiego. Wbiegłam do dużej sali i ujrzałam królową stojącą przy oknie. Kiedy usłyszała, że wbiegłam odwróciła się w moją stronę.
-Jak dobrze, że przyszłaś! Musisz nam pomóc! - zaczęła.
-Co mam zrobić? Co się dzieje?
-Jeszcze nigdy nie było takiej burzy. Szykuje się coś złego. Musisz tu zostać przez jakiś czas i pomóc Mglistym Doliną.
-Wiesz dobrze, że nie mogę. Odkryłam cel swojej misji... nie mam czasu...
-Nie masz czasu?! Masz tutaj zostać i koniec! - wybuchła złością.- Przepraszam, po prostu się denerwuję. -szybko dodała.
-Rozumiem...
-Jeśli burza będzie trwać, wiatr rozwieje całą mgłę, która chroni skarby świata czarownic i możemy mieć tu nieproszonych gości. Dlatego jeszcze raz proszę cię o pomoc. - spoglądała na mnie błagalnie. Westchnęłam.
-Zobaczę, co da się zrobić, jednak do jutra musicie poradzić sobie sami. - wyszłam. Muszę wymyślić coś, aby burza minęła. Nie przychodził mi do głowy ani jeden pomysł. Pierwszy raz widzę tak silną burzę w naszym świecie. Taka pogoda w Mglistych Dolinach to rzadkość. Wróciłam do domu i mimo wczesnej godziny położyłam się do łóżka. Zasnęłam dość szybko. Odpoczynek w tym momencie jednak nie był mi dany, ponieważ miałam okropny sen, a gdy się obudziłam ból głowy był jeszcze silniejszy niż wcześniej. Śniły mi się Mgliste Doliny i to co się tam dzieje, a to znak, że jest coraz gorzej. Postanowiłam wyruszyć tam wcześniej. Musiałam się przygotować. Szybko wyjęłam plecak z szafy i spakowałam potrzebne rzeczy, między innymi różdżkę i inne magiczne przedmioty. Kiedy zastanawiałam się, czy mam już wszystko, coś mi się przypomniało. Wzięłam krzesło z rogu mojego pokoju, przysunęłam je do szafy i weszłam na nie, aby sięgnąć na górną półkę. Zdjęłam z niej średniej wielkości pudełko. Znajdował się w niej strój... ale nie byle jaki. Należał kiedyś do mojej mamy. Ma magiczne właściwości.  Ubranie to chroni właściciela przed utratą mocy. Przydałoby mi się wtedy, w Krainie Upadłych Aniołów. Dzięki niemu moje zaklęcie nie przestałoby działać. Po chwili zorientowałam się co robię. Już od paru minut myślałam stojąc na krześle z pudełkiem w ręku. Zeskoczyłam z krzesła i przebrałam się w kostium. Był on koloru błękitnego, z elementami białego. Już chciałam schować pudełko z powrotem, ale zauważyłam coś na jego dnie. Był to naszyjnik z fioletowym brylantem. Nie miałam pojęcia skąd wziął się w tym pudełku i jaką ma właściwość. Postanowiłam, że spakuję go do plecaka, na wszelki wypadek. Miałam już wszystko, więc znów przeniosłam się do świata czarownic. Pierwsze co zrobiłam to pobiegłam do zamku, aby powiadomić królową o mojej obecności. Kiedy tylko zobaczyła, że wchodzę na salę, od razu wstała ze swego tronu i podbiegła do mnie. Nie miała na sobie jednak królewskich szat, tylko kostium... Podobny do mojego.
-Straciliśmy już bardzo dużo mgły, przez co małe stworzenia odkryły kilka kryjówek i zabrały skarb. Musisz coś z tym zrobić, a ja jestem gotowa ci pomóc. - powiedziała. Małe stworzenia? Ach, tak! Mamy tu takie, mieszkają w lasach. Nazywamy je 'małymi stworzeniami', gdyż tak naprawdę nikt nie wie, jak one się nazywają. Są bardzo dziwne, małych rozmiarów. Wszyscy myślą, że są one nieszkodliwe, ale jednak zabrały skarb, więc trzeba na nie uważać.
-Przybyłam tu wcześniej, wzięłam trochę rzeczy, ale nie mam żadnego planu... Co zamierzasz zrobić? - z królową 'byłam na ty'. Miała na imię Rozalia.
-Tak naprawdę to jeszcze nie wiem, ale nie mamy czasu, aby się zastanawiać...
-Świetnie... -powiedziałam ze zrezygnowaniem.
-Czekaj... Mam pewien pomysł! Jednak może to być trochę niebezpieczne.
-Co masz na myśli?- miałam nadzieję, że jeszcze się uda.
-Możemy spróbować połączyć się z twoją mamą... - powiedziała powoli.
-Co?! To niemądre! Wiesz, co nam za to grozi! - wybuchłam.
-Nie mamy innego wyjścia. Dobrze o tym wiesz. - powiedziała Rozalia.
Miała rację, musiałam to zrobić. Pomyślałam, że zrobię to dla Mglistych Dolin. Czarownice mnie potrzebują. Mogę pomóc.
-Jak mamy to zrobić?
-Aha, zapomniałam... Musisz zrobić to sama. - już otworzyłam usta, aby zaprzeczyć, ale mnie wyprzedziła- To nic trudnego. Musisz po prostu iść spać. Będziesz zasypiać z myślą o niej. Nic innego nie może zaprzątać ci głowy, tylko ona. Kiedy będziesz czuła, że za chwilę pogrążysz się we śnie wypowiesz zaklęcie, którego cię nauczę. Musimy brać się do roboty, bo zamierzam zrobić to jeszcze dziś.
-Jak mam ją rozpoznać?
-Będziecie tam same. Powinnaś ją rozpoznać.
Coraz bardziej się stresowałam. Bolała mnie głowa. Cały czas myślałam o Świecie Ludzi. Co teraz robi Niall? Kim on w ogóle jest? Upadłym aniołem? Ten chłopak skrywa dużo tajemnic, które muszę poznać...
-Diana! Słuchasz mnie?! - ups... - Musisz zacząć uczyć się zaklęcia. Nie zostało nam dużo czasu. Podejdź do tego poważnie Diano, proszę.
-Przepraszam, powinnam się skupić. Możesz jeszcze raz powtórzyć?

Robiłam się coraz bardziej śpiąca. Zaklęcie znałam już na pamięć, ale Rozalia nadal męczyła mnie każąc je powtarzać.
-Rozalio, myślę, że już starczy. Znam te słowa tak dobrze, że mogłabym je wypowiedzieć śpiąc, gdybyś mi kazała. Mogę już spróbować porozmawiać z mamą? - byłam coraz bardziej ciekawa jak wygląda... Czy w ogóle mnie pozna? Strasznie się stresowałam.
-Na pewno dasz sobie radę? Okropnie się denerwuję...
-Postaram się. - westchnęłam.
-Dobrze. Zostawię cię samą. Pamiętaj o wypowiedzeniu zaklęcia... - kierowała się w kierunku wyjścia - Aha! I nie zapomnij o celu misji. Wypytaj ją o potrzebne rzeczy i wracaj. Nie ma czasu na jakiekolwiek inne pytania. - dodała.
-Rozumiem.
Wyszła. Zostałam sama w pomieszczeniu. Zamknęłam oczy. Czując, że zasypiam, wypowiedziałam zaklęcie. Chwilę później znalazłam się na... cmentarzu? Nie wiedząc co robić, zaczęłam szukać mojej mamy. Nie miałam pojęcia, jak wyglądała, ale Rozalia mówiła, że będzie tu tylko ona i ja. Było ciemno, więc prawie nic nie widziałam. Nagle zobaczyłam kobietę w długiej sukni, siedzącą na kamieniu. To musi być ona...

sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 2 !

-Jesteś w świecie upadłych aniołów. Nic o tym nie słyszałaś, prawda? Tak, upadłe anioły istnieją, a ja jestem ich władcą. Weszłaś do innego świata niż twój, wiesz co może ci się stać...

Słysząc to, bezszelestnie udałam się w stronę wyjścia. Nagle poczułam, że zaklęcie przestaje powoli działać. Nie zważając na to co się stanie zaczęłam biec. Nagle znów usłyszałam ten potworny głos:
-Brać ją! 
O nie! Moja magia się wyczerpała! Nagle zauważyłam ludzi ubranych na czarno, którzy pojawili się z obu stron korytarza. Spanikowana zaczęłam zawracać. Muszę ich jakoś zgubić. Biegłam ile sił w nogach. Oni nie dawali za wygraną i wciąż byli za mną.  Nagle potknęłam się, a oni znajdowali się coraz bliżej. Czułam, że to już koniec. Skoczyli, aby się na mnie rzucić. Zamknęłam oczy, jednak nic się nie działo. Gdy je otworzyłam nikogo już nie było. Tylko ja i puste korytarze. Powoli wstałam z ziemi. Starałam się zachowywać cicho. Znów ruszyłam w stronę wyjścia spoglądając co chwile za siebie, aby upewnić się, że nikogo nie ma. Już dzielił mnie tylko jeden korytarz od drzwi, ale to musiałaby być bajka, aby nie zdarzyło się coś złego. Zauważyłam wysoką postać, ubraną w długie, czarne szaty, idącą w moją stronę. Poczułam łzę na policzku. Szybko ją otarłam. 
- K-kim jesteś? - jąkałam się. Byłam naprawdę przerażona. 
Nagle tajemnicza osoba zatrzymała się. Wyciągnęła jedną rękę w moją stronę.
- N-nie rób mi nic - wyjąkałam. Bez magii byłam naprawdę bezbronna.
- Gdybym ci coś zrobił nie byłoby zabawy. Wypuszczę cię, ale jeśli nie uda ci się stąd wyjść w ciągu doby, czeka cię śmierć - mówił głosem pełnym drwiny i pewności siebie.
Przełknęłam ślinę. Nie mam pojęcia jak się stąd wydostanę, tym bardziej, że nie mogę czarować. Nagle po prawej stronie korytarza ujrzałam światło. Spojrzałam w tamtą stronę. Kiedy znów obróciłam głowę w stronę mrocznej istoty, już jej tam nie było. Uznałam to jako znak, aby uciekać. 
Gdy wyszłam postanowiłam odbiec jak najdalej od budynku, a potem coś wymyślić. Ucieczkę utrudniała mi gęsta mgła. Po dłuższym czasie, postanowiłam się zatrzymać. Przycupnęłam na wyciętym pniu i próbowałam coś wymyślić. Miałam dobę. Nagle zrobiło się gorąco, a mgła jeszcze bardziej zgęstniała. Po chwili wszystko wróciło do normy. Ale... jednak coś mi nie pasowało. Wyraźnie czułam czyjąś obecność. Rozglądałam się chwilę, ale nie dojrzałam niczego podejrzanego. Działy się tam coraz dziwniejsze rzeczy, a ja nadal nie wiedziałam co robić. Czułam się jakbym była zamknięta w klatce, jakby ktoś się mną bawił. Byłam bezsilna, nic nie mogłam zrobić. Przez chwilę pomyślałam, że może tak właśnie miało być. Może tak miało się skończyć moje życie. W ten, a nie inny sposób. Te myśli szybko wyparowały z mojej głowy, ponieważ powtórzyło się wcześniejsze zjawisko. Znów było gorąco i prawie nic nie było widać. Kiedy tym razem się rozejrzałam ujrzałam ludzką sylwetkę. Postać siedziała skulona. Nagle wyrosły jej skrzydła, wstała i zaczęła iść w moim kierunku. Przestraszyłam się na początku, a ona ewidentnie to zauważyła, ponieważ rzekła:
-Nie musisz się mnie bać. Jestem tu aby ci pomóc. - miała bardzo łagodny głos. Podeszła bliżej i mogłam zobaczyć jak pięknie wygląda.
-Kim jesteś? - wstałam.
-Jestem twoim Aniołem Stróżem.
-Jak to? To nie możliwe! Osoby takie jak ja nie mają Anioła Stróża! 
-Ciii... Nie krzycz, nikt nie może dowiedzieć się, że tutaj jestem. Upadłe anioły to moi wrogowie. - mówiła spokojnym, łagodnym tonem.
-Dobrze, w takim razie, wytłumacz mi to wszystko. - ściszyłam głos.
-Nie jesteś taka jak inni. Jesteś córką dawnej królowej czarownic. Każdy potomek władców powinien mieć swojego Anioła Stróża. Ale teraz nie ma czasu na wyjaśnienia. Muszę cię stąd zabrać, zanim ktoś nas zauważy. Może ci się wydawać, że nikogo tu nie ma, jednak jest inaczej. - mówiąc to chwyciła mnie za rękę i wzniosła się w górę. Podczas lotu strasznie kręciło mi się w głowie. Po kilku chwilach wylądowałyśmy w lesie. 
-Teraz już musisz poradzić sobie sama. - uśmiechnęła się. 
-Dam radę. - odwzajemniłam uśmiech.
-Aha, jeszcze jedno... Uważaj na tego nowego ucznia. - rozłożyła skrzydła.
-Jak to? Co o nim wiesz? - pytałam.
-Tego już musisz dowiedzieć się sama. - odleciała.
 Ach, no tak! To jest moja misja! Zapomniałam powiedzieć, że każdy posłaniec z innego świata nie zna celu swojej misji. Dowie się o niej podczas pobytu tutaj. Hmm... Coś czuję, że w moim życiu otwiera się nowy rozdział. Czas na wypełnienie zadania. 

środa, 7 stycznia 2015

Rozdział 1

Jak każdego dnia poszłam do szkoły. Gdy znalazłam się w budynku od razu udałam się do klasy.
-Diano, to już twoje trzecie spóźnienie w tym tygodniu-odezwał się nauczyciel.
-Przepraszam. - odpowiedziałam cicho.
-Mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy-na te słowa przewróciłam oczami.
Nagle do klasy wszedł jakiś chłopak. Nigdy wcześniej go nie widziałam. Muszę powiedzieć, że wcale nie wygląda tak źle. Nauczyciel przedstawił go jako Niall'a Horana. Nowy uczeń.
-Możesz usiąść z panną Griman-spojrzał na mnie.
Świetnie. Usiadł obok mnie i rozpakował swoje podręczniki. Przez całą lekcję się do niego nie odezwałam. Zadzwonił dzwonek i wyszłam na przerwę. Tak minęła mi reszta dnia w szkole. Zebrałam swoje rzeczy i ruszyłam w stronę wyjścia, aby spotkać się tam z moimi przyjaciółmi. Misty zawsze miała rozpuszczone włosy, ze względu na swoje uszy. Max starał się nie uśmiechać, więc wszyscy uważali go za ponurego dziwaka. Valentine nie miała problemu, ponieważ skrzydła mogła mieć kiedy chciała. Nagle podszedł do nas ten nowy uczeń... chwila, jak mu tam... Niall! Podszedł do nas i przywitał się. Wszyscy odpowiedzieliśmy mu uśmiechem. Blondyn spojrzał zdziwiony na Maxa. Kurcze! Max! On też się uśmiechnął!
-Eee... Muszę już iść... - odezwał się Niall. Jeszcze raz spojrzał na Maxa i odszedł.
Spoglądaliśmy po sobie zmieszani.
                                                                           ***
Wyciągnęłam klucze z kieszeni i już miałam wejść do domu, ale ktoś mnie zawołał:
-Hej!-spojrzałam w tamtym kierunku. To był nowy uczeń. Co on tu robi?!
Podszedł bliżej.
-Jak mnie znalazłeś?-zapytałam.
-Poczekałem aż się rozejdziecie i poszedłem za tobą. Ale nie o to mi chod...
-Śledziłeś mnie?! -przerwałam mu.
-To nie ma znaczenia. Chcę wiedzieć coś o tym twoim przyjacielu...-mówił ściszając głos.
-Nie wiem co masz na myśli. - powiedziałam wymijająco i znów odwróciłam się w stronę drzwi od mojego domu. Już je otworzyłam, ale on chwycił mnie za rękę.
-Proszę cię, jestem pewien, że coś wiesz.
-Słuchaj, nawet jeśli wiem, to nie jest twoja sprawa. Więc proszę cię zapomnij o tym i udawaj, że nas nie znasz. - weszłam do środka, ale odwróciłam się na chwilę - mam nadzieję, że mnie posłuchasz - zamknęłam drzwi.
Coś mi się wydaje, że nie będzie z nim lekko. On tak łatwo nie odpuści. Wiem to.
Mieszkam sama. Rodziców nigdy nie poznałam, wychowywała mnie ciotka. Podobno moja matka była kiedyś królową czarownic i to ja mam przejąć tron. Sama nie wiem czy do końca chcę być królową, ale na razie się tym nie martwię, ponieważ pierwszeństwo mają moje starsze siostry.
Postanowiłam, że się przejdę. Coś prowadziło mnie w stronę lasu. Przysiadłam na dużym kamieniu, zamknęłam oczy i głęboko oddychałam. Nagle coś usłyszałam. Poszłam w tamtym kierunku. Zauważyłam blondyna. Schowałam się szybko za drzewem i nasłuchiwałam.
-Tak się składa, że chyba wpadłem na jej trop. - z kim on rozmawia?! O co tu chodzi?
Nie widziałam tam nikogo oprócz niego.
-Hmm... myślę, że o wszystkim opowiem ci jak przyjdę.
 Ruszył w kierunku drzewa za którym stałam.
Wyszeptałam: "Jadro quente undo lime nimundo". To było zaklęcie niewidzialności. Teraz mnie nie zobaczy. Muszę za nim iść.
                                                                       ***
Szłam za nim dalej, aż w końcu dotarliśmy na klif. Wypowiedział słowa, których nie dosłyszałam i obrócił się wokół własnej osi. Nagle na wprost niego otworzył się portal. Od razu do niego wskoczył. Zastanawiałam się chwilę co zrobić, jednak wskoczyłam za nim.
Znaleźliśmy się w ponurym miejscu. Nie zważając na straszną mgłę i zimno ruszyłam dalej za chłopakiem. W końcu dotarliśmy pod wysoki, ciemny budynek. Przypominał zamek. Wszedł do środka. Dobra, wejdę tam, ale tylko się rozejrzę i wracam, przez coś moja magia jest osłabiona. Nie wiem co to jest, ale to zaklęcie już niedługo przestanie działać. Zdecydowanym krokiem weszłam do środka. W budynku było mnóstwo korytarzy. Słyszałam kroki, które prawdopodobnie należały do Nialla, lecz nie mogłam go odnaleźć.
-Wiem, że tutaj jesteś-ktoś się odezwał. To nie był blondyn, ten głos był o wiele głośniejszy i niższy. Mój oddech przyspieszył.
-Jesteś w świecie upadłych aniołów. Nic o tym nie słyszałaś, prawda? Tak, upadłe anioły istnieją, a ja jestem ich władcą. Weszłaś do innego świata niż twój, wiesz co może ci się stać...

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Prolog

Jeśli przeczytałeś, zostaw komentarz. To dla mnie ważne.
Chcę wiedzieć, czy ktoś to będzie czytał :)

Jestem Diana Griman. W moim świecie to nazwisko oznacza 'dar'. W moim świecie? Tak.. mój świat nazywa się 'Mgliste Doliny'. Obecnie mieszkam w świecie ludzi, co jest ciężkie. Dlaczego? Nie jestem taka jak inni. Pewnie zastanawiacie się kim jestem... No dobrze, wszystko Wam opowiem... Otóż-jest kilka światów: świat elfów, świat wampirów, wilkołaków, syren, czarownic, aniołów. Mgliste Doliny są światem czarownic, a ja do nich należę. Dlaczego teraz mieszkam w świecie ludzi? Jestem tu aby wypełnić swoją misję. Na początku... pierwsze dni, kiedy tu przybyłam... było ciężko, jednak teraz czuję się.. okej? Chodzę do ludzkiej szkoły, w świecie czarownic naukę musiałam skończyć w wieku czternastu lat.  Przyjaźń z człowiekiem jest niebezpieczna, dlatego trzymam się z kilkoma osobami. Oni też nie pochodzą z tego świata. W świecie ludzi jest przynajmniej jedna istota z każdego świata, aby wypełnić swoją misję. Mam przyjaciółkę elfkę, na imię ma Misty Jonah, jednak pośród ludzi woli przedstawiać się jako Marta. W gronie moich przyjaciół znajduje się również wampir-Max Elton. Wysłano go do tego świata, ponieważ jako jedyny z wielu umie panować nad pokusą wypicia krwi. Jest jeszcze jedna osoba, mianowicie Valentine Drop, jest aniołem. Czasem odwiedzam Mgliste Doliny... Jak? Wystarczy wypowiedzieć kilka prostych słów, a zostanę przeniesiona do białego pokoju. Jest w nim tyle drzwi ile jest światów. Jednak mogę wejść tylko do Mglistych Dolin. W momencie gdybym weszła do innego świata niż świat czarownic mogłabym stamtąd nie wyjść, zostałyby mi odebrane wszelkie moce, po czym odesłano by mnie do krainy demonów, a stamtąd nie ma wyjścia.

________________________________________________
Mam prolog... :) Mam nadzieję, że ktoś będzie to czytał:)