Kobieta siedziała do mnie tyłem. Podeszłam trochę bliżej niej. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nagle powoli odwróciła twarz w moją stronę. Zamarłam. Była nieziemsko piękna. Brunetka z niebieskimi oczami, idealnymi rysami twarzy i pięknie podkreślonymi ustami patrzyła na mnie łagodnie. Łzy napłynęły mi do oczu...
-Witaj kochanie. - odezwała się. Jej głos był przyjemny dla ucha. Jednocześnie delikatny, ale stanowczy...
-D-dzień dobry... - jąkałam się.
-Spodziewałam się tego, że Rozalia wpadnie na pomysł komunikowania się ze mną przez sen. - wypaliła nagle.
-Tak, ale nie zrobiła tego bez przyczyny. Mgliste Doliny są w tarapatach. - nabrałam pewności siebie.
-Wiem, córeczko. Wiem, co dzieje się w naszym świecie. - zaskoczyła mnie tą odpowiedzią.
-Skąd, jeśli mogę wiedzieć?
-To nieistotne. Istotne jest to, co tam się teraz dzieje. - spojrzała w bok.
-Jeśli wiesz co robić, powiedz mi, proszę. Mgły jest coraz mniej, a wiesz dobrze, że jest nam bardzo potrzebna.
-Rozalia dobrze wie, że wiem jak wam pomóc. Dlatego cię tu wysłała. Ale nie pomogę wam dzisiaj. Musimy spotkać się jutro. O tej samej porze. Teraz nic nie zdziałam. Do ratowania świata potrzeba planu...
-Zgoda, ufam ci. Jutro o tej samej porze się spotkamy i powiesz mi, co robić. Do zobaczenia.
Obudziłam się. Szybko wybiegłam z pokoju w którym obecnie się znajdowałam i ruszyłam do Rozalii. Musiałam jej wszystko opowiedzieć. Nie wiem, czy będzie zadowolona z tego co usłyszy, ale jutro dowiemy się więcej. Znalazłam Rozalię. Opowiedziałam jej wszystko w szczegółach.
-Lepsze to niż nic. Trudno, jutro zabierzemy się do roboty, Możesz iść do domu. Wyśpij się porządnie. - odparła.
-A co z Mglistymi Dolinami? Nie zostawię tego tak! - wybuchnęłam.
-Spokojnie, poproszę inne czarownice, aby razem ze mną utworzyły pole obronne nad naszym światem. To powinno pomóc chociaż na tą chwilę. A ty idź do domu i porządnie odpocznij. Czeka cię ratowanie świata. - uśmiechnęła się.
Chociaż tyle dobrego na dzisiaj. Pożegnałam się z Rozalią i wróciłam do domu. Postanowiłam wziąć długi, ciepły prysznic dla odprężenia. Tego mi było trzeba. Ciepłe krople spływały po moim ciele, a ja wykorzystałam tą chwilę aby odpocząć i o wszystkim pomyśleć. Wybuchłam płaczem. Dopiero teraz, gdy wraz z kroplami wody spłynęły ze mnie wszystkie emocje uświadomiłam sobie, że spotkałam się z moją mamą. To naprawdę dziwne uczucie, gdy poznajesz rodzica dopiero po siedemnastu latach. Nagle usłyszałam hałas zbijanego szkła. Zakręciłam wodę, wytarłam się miękkim ręcznikiem, ubrałam szlafrok i pobiegłam do źródła hałasu. Wbiegłam do kuchni. Zastałam tam wybite okno. Kto mógł to zrobić? Ech... Nagle zauważyłam dość spory kamień leżący niedaleko moich stóp. Przymocowana była do niego kartka. Podniosłam go ostrożnie, rozwinęłam kartkę i zaczęłam czytać:
"Przyjdź do parku za godzinę, a wszystko będzie dobrze. Chcę porozmawiać."
Nie miałam tu wielu znajomych, a ci, których znam na pewno nie zrobiliby czegoś takiego. Tu chodzi o coś więcej niż o rozmowę. Wydaje mi się, że wiadomości nie podrzucił mi byle kto. Na pewno nie był człowiekiem. Postanowiłam, że pójdę na spotkanie. Pod zwykłe ubranie założę w razie czego kostium, który dziś znalazłam. Ubrałam czarne legginsy, kostium, a na to luźną bluzę z kapturem. Wróciłam do kuchni, aby jeszcze raz upewnić się, czy spotkanie ma na pewno odbyć się w parku. Wzięłam kartkę do ręki, rozwinęłam ją, ale... z obydwóch stron była pusta. Nic na niej nie było napisane. Bardzo dziwne. Spojrzałam na okno. Nie było nawet najmniejszego śladu stłuczenia. Ktoś zastosował trik umysłowy. Tylko mi się wydawało, że okno było zbite, a na kartce napisana była wiadomość. Hałas, który usłyszałam, to też był wytwór mojej wyobraźni. To znaczyło, że nie mam do czynienia z amatorem. Ktoś się na tym dobrze zna i to zaczęło mnie trochę przerażać.
Postanowiłam, że pojadę samochodem. Gdy będzie niebezpiecznie będę miała szansę szybko uciec, a ostrożności nigdy za wiele. Zaparkowałam niedaleko parku. Chwilę siedziałam w samochodzie wahając się pomiędzy powrotem, a przezwyciężeniem strachu. Ostatecznie wyszłam z pojazdu i ruszyłam w stronę parku. Serce waliło mi jakby zaraz miało wyskoczyć. Nie wiedziałam o co chodzi i kogo mogę tam zobaczyć. A jeśli to pułapka? Zatrzymałam się. Już było za późno na powrót. Zauważyłam kogoś stojącego pod latarnią i on chyba też mnie zauważył. Sądząc po wzroście i sylwetce był to mężczyzna. Wolnym krokiem ruszyłam w jego stronę. Trudno było zobaczyć jego twarz, bo na głowę zarzucony miał kaptur i w dodatku oślepiało mnie światło latarni. Serce zaczęło bić mi jeszcze mocniej. Kiedy byłam na tyle blisko, aby rozszyfrować kto chciał się ze mną spotkać ujrzałam twarz Nialla. Wiedziałam, że coś z nim nie tak! Ale triki umysłowe... Musiał w tym być naprawdę dobry. Rzadko nabierałam się na takie rzeczy. To nie byle kto. Z myśli wyrwał mnie jego niski głos:
-Pewnie ciekawi cię dlaczego chciałem się z tobą spotkać. - zrobił krok w moją stronę, a ja cofnęłam się natychmiast jak oparzona. Zaśmiał się cicho.
-Nie bój się, nic ci nie zrobię. Chcę tylko pogadać, naprawdę. - rzekł. Gadanie! I tak mu nie ufałam. Musiałam być ostrożna.
-Wydaję mi się, że nie mamy o czym. - postanowiłam nie pokazywać po sobie strachu. - I nie boję się ciebie. - dodałam.
-Okej. Ale ja jednak myślę, że musimy porozmawiać. Posłuchaj, wiem, że nie jesteś zwykłym człowiekiem... Ja też nie jestem z tego świata. - Och! Naprawdę? Myślałam, że przypadkiem zaprowadziłeś mnie do krainy upadłych aniołów.
-Marnujemy czas. Jestem zmęczona, więc przejdź do rzeczy. - odparłam. Jeśli myśli, że będę stała z nim w nocy w parku i rozmawiała na różne bezsensowne tematy, to jest w wielkim błędzie.
-Pewnie domyśliłaś się już, że jestem upadłym aniołem. - przewróciłam oczami - Ale nie jestem taki za jakiego mnie uważasz. Chcę ci pomóc. Upadli uważani są za złych, jednak nie wszyscy są tacy. Przejdę do sedna. - nareszcie. - Wiem, co powoduje burzę i utratę mgły w świecie czarownic i dlatego chciałem się spotkać. - spoważniałam.
-Skąd wiesz o sytuacji w Mglistych Dolinach? - byłam bardzo zaskoczona.
-To nie rozmowa na teraz. Jest późno, a ściany mają uszy. - powiedział z powagą.
-Muszę wiedzieć. Musisz powiedzieć mi wszystko co wiesz!
-Nie żartuję. - spojrzał mi w oczy.
-Jutro. Godzina 14:30 w restauracji "Sunrise". - odparłam stanowczo.
-Zgoda. - powiedział i odszedł.
Stałam jeszcze przez chwilę w miejscu oszołomiona tym, co się przed chwilą stało. Wróciłam do samochodu i odjechałam do domu. Natychmiast położyłam się w łóżku i zasnęłam.
Obudziły mnie krople deszczu uderzające o parapet. Wspaniała pogoda... Spojrzałam na zegar. Okazało się, że jest dziewiąta rano. Umyłam się, ubrałam i zjadłam śniadanie. Zaczęłam oglądać telewizję, gdy nagle przypomniałam sobie o spotkaniu. Wszystkie wspomnienia z wczorajszego dnia powróciły. Czułam, że dzisiaj przeżyję coś o wiele gorszego.
O godzinie czternastej zbierałam się do wyjścia. Założyłam jasne dżinsy, czarny T-shirt i szary sweter. Pod ubraniami miałam oczywiście kostium. Założyłam białe trampki i pobiegłam do samochodu. Nadal padał deszcz. Odpaliłam samochód i ruszyłam w umówione miejsce. Wchodząc do restauracji rozejrzałam się za Niallem, lecz nigdzie go nie zobaczyłam. Zajęłam stolik dla dwóch osób. Zauważyłam, że pocą mi się ręce. Wytarłam je w spodnie. Spojrzałam na godzinę. Strasznie się denerwowałam. Zamówiłam kawę i czekałam na blondyna. Już dochodziła piętnasta, a jego nadal nie było. Nagle zobaczyłam niebieskookiego wchodzącego do restauracji. Ruszył w moją stronę.
-Przepraszam, musiałem coś jeszcze załatwić - wyglądał na zdenerwowanego.
-W porządku. Mów co wiesz.
Cudowny rozdział, czekam na więcej!
OdpowiedzUsuń